Armia francuska
| |
Wiele ludzi uważało armie francuskie za propaga¬torów idei Monteskiusza, Rousseau lub Woltera. Tym¬czasem, jeśli jakieś ślady poglądów tych wielkich lu¬dzi przetrwały w narzędziach władzy Bonapartego, to jedynie po to, aby tę władzę uwolnić od wszystkiego, co nazywano przesądami, a nie po to, by wprowadzić choćby jedną zasadę odnowicielską. Wtedy jednak, na wiosnę 1804 roku, było w Berlinie i w północnych Niemczech wielu dawnych zwolenników rewolucji francuskiej, którzy się jeszcze nie spostrzegli, że Bona¬parte jest bardziej zajadłym wrogiem podstawowych zasad tej rewolucji niż stara arystokracja europejska. Miałam zaszczyt poznać księcia Ludwika Ferdynan¬da*, tego, którego zapał żołnierski poniósł tak daleko, że śmiercią swoją wyprzedził niemal pierwsze klęski ojczyzny. Był to człowiek pełen zapału i entuzjazmu, ale który z braku sławy zbytnio szukał wzruszeń mo¬gących urozmaicić życie. Co go najbardziej gniewało w Bonapartem, to jego sposób rzucania oszczerstw na wszystkich, których się bał, i psucia opinii nawet tym, którzy mu służyli, aby na wszelki wypadek bardziej ich od siebie uzależnić, Ludwik Ferdynand mówił mi czę¬sto: Pozwalam mu zabijać, ale morderstwo moralne — to mnie oburza. Istotnie, proszę sobie wyobrazić na¬strój, jaki towarzyszył naszym spotkaniom, kiedy ten (Mwczerca był panem wszystkich gazet kontynentu euro¬pejskiego i mógł, co robił często, napisać o najzacniej¬szych ludziach, że są nikczemnikami, i o najuczciw-*«ych kobietach, że są godne pogardy.
Zamienniki Samsung | wynajem samochodów Wrocław | Blog wielotematyczny